Jak kupić samochód?

Niezależnie od tego, czy kupujemy samochód za duże pieniądze, czy za tylko kilka tysięcy złotych (jak na samochód to bardzo mało!), czeka nas wiele przemyśleń i rozterek z tym tematem związanych. Nigdy nie wiemy, czy auto, które początkowo wydaje się stworzone właśnie dla nas spełni nasze oczekiwania albo czy nie okaże się mechaniczną miną pochłaniającą ostatnie nasze oszczędności. 

Pierwszą opcją jest wybór auta z salonu. Tu raczej o sprawność mechaniczną pojazdu nie musimy się bardzo przejmować, chociaż dobrze udać się po auto z kimś, kto zna się na motoryzacji lepiej niż my, bo choć rzadko, to jednak nawet w salonach samochodowych zdarzają się małe „wypadki” w postaci drobnych lakierniczych defektów, uszkodzeń blacharskich związanych z transportem itp. Takie auta czasami są naprawiane i sprzedawane jako całkiem nowe niczego nie świadomemu klientowi. 

Kolejna sprawa to system finansowania, wybór niestandardowego wyposażenia (np. podgrzewane fotele), kolor i inne dogodne dla nas szczegóły. Najważniejszą już sprawą w całym tym salonowym zamieszaniu musi być konkretna jazda próbna. Znawcy zalecają, by wybrać sobie 3 marki lub samochody nas interesujące i z tymi trzema związać się na jazdę próbną. Najlepiej na takową umówić się w salonie osobiście lub skorzystać ze wskazówek strony internetowej danego producenta.

O tyle, o ile wybór auta w salonie to przyjemność, tak kupno samochodu używanego może okazać się nie lada wyzwaniem. Na początku nie bójmy się dzwonić i pytać. Szukamy ofert w prasie drukowanej, w stronach zawierających ogłoszenia motoryzacyjne, przez wyspecjalizowane firmy, które znajdują i/lub sprawdzają dla nas wybrane auto, w salonach samochodów używanych i dopiero na końcu w komisach samochodowych. Pytajmy też o dany model i rocznik na wyspecjalizowanych forach internetowych i czytajmy o nich trochę na stronach i blogach, byśmy zwyczajnie wiedzieli, na co zwrócić uwagę przy oględzinach.

Musimy pamiętać, że sprzedający zawsze zachwalać będzie swój samochód, bo chce się go pozbyć w najbardziej dla siebie korzystny sposób. Pierwsza metoda na skuszenie kupującego to „komplet zimówek” i opłacone na rok OC. Wtedy każdy sobie myśli, że będzie miał kilka kosztów mniej, kupuje łapczywie i potem okazuje się, że pół silnika musi wymienić, bo poprzedni właściciel dużo napraw zaniedbał. Kolejnym chwytem sprzedających może okazać się typowa zagrywka „jeździła kobieta tylko po bułki do spożywczaka”, auto mało jeżdżone, garażowane i w ogóle nigdy się nie psuło. Tu powinna zapalić się nam lampka ostrzegawcza, bo skąd znowu 250 tys. przejechanych kilometrów w niecałe 10 lat? Nie jeden już się na to nabrał! Zdarza się też, że jeśli już coś wykryjemy – jakieś stuki, szmery, albo niedziałającą klimatyzację (którą „tylko” wystarczy nabić za jedyne 100 zł), właściciel problem bagatelizuje różnymi wykrętami. W takich i innych przypadkach należy od razu z zakupu zrezygnować. 

Jeśli już myślimy poważnie o zakupie danego egzemplarza, musimy koniecznie się nim przejechać. Niech to nie będzie rundka dookoła bloku, czy przejazd po podwórzu, ale solidna kilkunastominutowa przejażdżka. Poddajmy silnik dużym obciążeniom wrzucając wysoki bieg przy niedużej prędkości, dodając gaz do dechy (jeśli silnik zacznie szarpać i wydawać łomoty albo dymić – rezygnujemy), przejedźmy się po wybojach (stuki zawieszenia mogą sugerować konieczność kosztownej naprawy). Końcowym celem naszej podróży powinien być warsztat, który dokona podstawowego chociaż przeglądu i diagnostyki pojazdu. Wprawne oko mechanika wykryje od razu wszelkie wycieki, stary rozrząd, rdze w podwoziu, stare ogumienie, czy też zużyte amortyzatory. A jeśli sprzedający wymiguje się od takich oględzin, możemy śmiało z niego zrezygnować!

Pamiętajmy też, że auto używane nie jest nowe i folii na siedzeniach od niego nie oczekujmy. Miejmy świadomość, że zawsze – nawet godzinę po zakupie – może coś się zepsuć bez winy sprzedającego. Jednak takich przykrych niespodzianek uniknąć możemy jeśli będziemy mieć przy sobie kogoś, kto wie na co patrzeć. Nie bójmy się takiej osobie zapłacić nawet kilkuset złotych w ramach podziękowania, gdyż może nas to uratować od utraty grubych pieniędzy. Nie kupujmy też aut „na szybko” albo sercem „bo zawsze takie ładne mieć chciałem/am”, a wtedy może nam się poszczęści i na dłuższy czas będziemy mieć właściwy, sprawny samochód.

Miejmy na uwadze też, że „serwisowany w ASO” niekoniecznie oznacza, że wszystkie naprawy dokonywane były w autoryzowanym serwisie. Często cwaniacy jadą do salonu samochodowego wymienić wycieraczkę, wbijają sobie taką usługę do książki serwisowej i jadą do przysłowiowego „Mietka z garażu” robić poważniejsze naprawy tanim kosztem.

Nie dajmy się też wrobić przy podpisywaniu umowy. Kwota, którą płacimy, musi być zgodna z tą wpisaną w umowie, bo jeśli będziemy musieli dokonać zwrotu samochodu, dostaniemy tyle, ile wpisaliśmy na papierek. Sama treść umowy, powinna również być odpowiednio skonstruowana i nie zawierać podejrzanych stwierdzeń uniemożliwiających nam późniejszy zwrot pojazdu, czy dochodzenie swoich praw drogą sądową, jeśli się jednak okaże, że sprzedający nas oszukał. 

Comments

Dodaj komentarz

mood_bad
  • Nie skomentowano.
  • chat
    Dodaj komentarz
    keyboard_arrow_up